wtorek, 12 września 2017

Czas na zmiany ;)

Witajcie :) Dzisiaj chciałbym Was o czymś poinformować.

Nie... to nie pożegnanie ;)

Otóż, jak już kilkakrotnie wspominałem, w ciągu ostatnich miesięcy mocno się wypaliłem.  
Odbiło się to niestety na blogu i pisanie o stricte królewskich tematach przestało mi już sprawiać radość. Oczywiście nadal interesuję się królewską historią, osłabło jednak zainteresowanie monarchią współczesną.

Blogowanie jest jednak dla mnie czymś bardzo wyjątkowym i bardzo mnie odstresowuje, zwłaszcza jeśli Wy bierzecie w życiu tego bloga czynny udział. Chciałbym więc  do Was wrócić już na stałe i mam pomysł jak to zrobić ;)


Chciałbym poszerzyć profil bloga...

Oczywiście adres i główny zamierzony temat zostaje- gdyż będę pisał listy, kiedy znajdę czas (a stale coś wyskakuje po drodze), tyle że już nie tylko królewskie. Będę dzielił się z Wami spostrzeżeniami na ten temat :) 

Chciałbym też częściej pisać coś okołokrólewskiego. Może jakieś filozoficzne tematy? Także takie z lekka motywacyjne. Jeśli chodzi o królewskie tematy, to planuje poruszać się tutaj na historycznym polu. 

Mam nadzieję, że pozwoli mi to wracać tutaj częściej i regularnie :)

Ufam, że zrozumiecie ;)

Taki rytm pracy planuję rozpocząć w październiku- listopadzie, jak tylko skończę to, co sobie do tej pory zaplanowałem :)

Miłego wieczoru ;)




piątek, 18 sierpnia 2017

Elżunia z Possenhofen

Dziś po około 2 latach zbierania się do tego, przymierzyłem się i obejrzałem pierwszą część bajkowej trylogii, traktującej o losach austriackiej cesarzowej Sisi, żony Franciszka Józefa z Romy Schneider w roli głównej.




Co mogę powiedzieć?...


NIE SĄDZIŁEM, ŻE PIERWSZA CZĘŚĆ SPODOBA MI SIĘ TAK BARDZO :D

Naprawdę, a trzeba wiedzieć, że ja nie przepadam za filmami starej daty. Film Sissi był naprawdę bardzo ciekawy i super się go oglądało. Nie mogłem oderwać oczu od fantastycznej Romy Schneider i jej niezwykłej gry aktorskiej.
Romy Schneider miała wówczas 17 lat. Była więc niewiele starsza od cesarzowej w okresie prezentowanym w filmie. To wielki plus i moim zdaniem dlatego pod tym względem wypadła chyba lepiej od Cristiany Capotondi odtwarzającej rolę Sisi w 2009r. Cristiana miała  wtedy bowiem 29 lat.


Film jest bardzo sympatyczny, ROMANTYCZNY i czas zleciał mi przy nim strasznie szybko. Nie żałuję, już nie mogę się doczekać seansu kolejnych części i myślę, że mogę zaliczyć film Sissi w reżyserii Ernsta Marischki do grona swoich ulubionych :) 
Oprócz Sisi tu przedstawionej, podobał mi się również sposób odgrywania Franciszka Józefa (w tej roli Karlheinz Böhm) i arcyksięcia Franciszka Karola (Erich Nikowitz). 

W zasadzie jedyne do czego mogę się przyczepić są stroje. Są piękne, ale- moim zdaniem- zbyt bajkowe :) 

Polecam fanom cesarzowej i nie tylko. Myślę, że nie będziecie się przy nim nudzić. Będziecie również mieli okazję nieźle poprawić sobie humor :)


Miłego dnia ;)


PS. WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO, WASZA CESARSKA MOŚĆ ;)
BĄDŹ ZE MNĄ W KONTAKCIE


Co ciekawe, zbiegło się to z rocznicą urodzin cesarza :D











--
royalletters1@gmail.com
Facebook 
Twitter 
Filmweb

czwartek, 17 sierpnia 2017

ALLELUJA I DO PRZODU! ;)

Witajcie :) Dzisiaj Dzień Pozytywnie Zakręconych. Przychodzę do Was więc z pewnym postem Mam nadzieję, że moje mini świadectwo jakoś może Wam się przydać. Spełniajmy marzenia!

Zacznijmy od tego, że obowiązkiem każdego człowieka jest przeżyć jego życie jak najlepiej...

To jest podstawa, moi drodzy! Nie po to żyjemy, żeby nasze życie było jałowe i takie sobie. Otrzymaliśmy dar życia i musimy go jak najlepiej wykorzystać. Mamy taki obowiązek. Każdy z nas ma jakieś talenty, uzdolnienia i zainteresowania, by pogłębiać je jeszcze bardziej, spełniać swoje marzenia i przynosić tym radość i pożytek dla siebie i innych osób. Wtedy i nasze życie jest piękniejsze, i ludzie patrzą na nas o wiele lepiej, kiedy widzą, że robimy to, co kochamy ;)


Trzeba być pozytywnie zakręconym... dzieckiem ;)

Każdy z nas ma jakieś marzenia i miał je chyba od zawsze. Marzyliśmy już od dzieciństwa i to chociażby o takich najbardziej powszechnych rzeczach, jak zostanie piosenkarką czy strażakiem. I jako dzieci nie mieliśmy oporu przed tym, by oddawać się naszym małym marzeniom, często bawiliśmy się w wykonywanie naszych ulubionych profesji i to było cudowne...

... a co teraz?

Lata minęły, nam zainteresowania i marzenia już z kilka razy się zmieniły, ale nam zabrakło zapału i energii na ich spełnianie, mimo iż w dzieciństwie potrzeba oddawania się swoim zainteresowaniom była nieodłączną częścią naszej codzienności.

Czasami trzeba pozwolić sobie na bycie dzieckiem- zatrzymać się, pomyśleć, co teraz mnie najbardziej pasjonuje i interesuje, a następnie poszukać środków, które pozwolą mi na ich zrealizowanie i wywołają uśmiech na twarzy.

Teraz może się Wam wydawać, że nie ma na to czasu, bo życie biegnie za szybko.

A co będzie na łożu śmierci? Co będzie, gdy zmożeni chorobą czy czymkolwiek innym, będziemy wypominać sobie, że przecież mieliśmy tyle aspiracji i marzeń, a tu? Guzik! 

Wtedy już będzie za późno...

Dlatego już teraz czas ruszyć tyłek!

Ja od dzieciństwa miałem niekonwencjonalne plany na przyszłość- chciałem być m.in. egiptologiem, lekarzem... I co wtedy robiłem? Oddawałem się temu. Nigdy nie lubiłem bawić się samochodzikami i szaleć za sportem- wolałem czytać o egipskich bożkach i oglądać filmy dokumentalne. Chciałem wiedzieć jak najwięcej! Jeśli coś czytam i nie ma tam żadnej przydatnej wiedzy, uważam to za stratę czasu. To cudowne, że mamy możliwość samorealizacji. Z czasem zacząłem czytać oferty studiów na kierunkach, które mnie interesowały i z którymi wyobrażałem sobie związać swoją przyszłość ;) Marzyłem jak to cudownie będzie studiować. Marzenia naprawdę nadają naszemu życiu wiele nowych kolorów. 

Uwielbiam być produktywnym i dawać z siebie jak najwięcej, by spełniać swoje marzenia i pozostawić po sobie jak najwięcej. Tak naprawdę na szerszą skalę zająłem się tym po mojej operacji, gdy miałem troszkę więcej wolnego czasu i zrozumiałem, że sprawia mi to radość. Od roku jestem ''uziemiony'', a wiecie co? Chyba przez ten rok czasu spełniłem więcej swoich marzeń niż wcześniej przez całe swoje życie- wydałem książkę, po dwóch latach zdobyłem swój wymarzony autograf... ale o tym za chwilę :)

Nie bójcie się postępować hardkorowo ;)


Jestem bardzo wrażliwym człowiekiem. Przywiązuję się dwa razy bardziej. Przywiązałem się zwłaszcza do mojej kotki, którą rozpieszczam na wszelkie sposoby i traktuję trochę jak własne dziecko :D Być może ta moja wrażliwość jest wynikiem tego, że całe moje życie spędziłem głównie w towarzystwie dziewczyn i bardzo się z tego cieszę. Do dziś o wiele lepiej czuję się w ich towarzystwie, też nigdy jakoś szczególnie nie zajmowałem się typowo męskimi tematami.  Jestem też nieśmiały, więc wiele razy potrzebuję czyjeś pomocy, by zrealizować coś, na czym mi zależy

Sukces o wiele lepiej osiąga się przy wsparciu innych. Jakieś 97% procent swoich sukcesów zawdzięczam wsparciu innych. Jeśli macie wsparcie w przyjaciołach, to cudownie- korzystajcie i otaczajcie się nimi jak najwięcej :) Sukces jest piękniejszy, kiedy masz z kim świętować jego osiągnięcie :) 

Kolejnym ważnym krokiem jest... hardkor ;) Naprawdę! [TUTAJ] pisałem o tym, co zrobiły moje przyjaciółki, by zdobyć mój wymarzony autograf. I to był prawdziwy hardkor :D A [TUTAJ] jak go zdobyłem ;) 

Nie bójcie się być szalonymi (tak pozytywnie, oczywiście ;) I w granicach przyzwoitości).   Twoim marzeniem jest zdobyć autograf ulubionego artysty, ale próbowałeś już wszystkich sposobów? Spróbuj zadzwonić do jego menagera! Nie mówię, że się uda, ale jeśli robisz to w gronie pozytywnie zakręconych przyjaciół lub sam taki jesteś, to przynajmniej może być wspomnienie na długie lata ;)

Jeśli napisałeś sztukę/scenariusz filmu/ i chciałbyś się coś z nim zrobić, to może spróbuj go gdzieś rozesłać? Oczywiście, bardzo często trzeba mieć znajomości, ale nie skazuj od razu swojego planu na klęskę :) 


Czerpmy z życia jak najwięcej! Mnie to już bardzo wkręciło i po kilku spełnionych marzeniach, zaczęły pojawiać się kolejnej. Po wymarzonym autografie, wydanej książce i kilku innych bardzo ważnych osiągnięciach, mam jeszcze mnóstwo innych planów, m.in.

1. Wyreżyserowanie filmu historycznego
2. Stworzenie scenariuszu serialu telewizyjnego
3.  Spotkanie z ulubionym wokalistą
4. Wystawienie własnej sztuki teatralnej i wydanie jej w formie książkowej
5. Stworzenie kanału na YouTubie lub wprowadzenie serii na blogu o tematyce filozoficzno-teologicznej.

Na razie to mi przychodzi do głowy i powiem szczerze, że na każdy z powyższych punktów mam już z góry określony plan na jego osiągnięcie.

Cieszę się, że moje życie ułożyło się tak, a nie inaczej. 

I na koniec: Tym postem nie mam zamiaru się chwalić, ani robić nic, co mogłoby uchodzić za negatywne. Po prostu chcę się z Wami tym moim mini-świadectwem podzielić jak z przyjaciółmi.  Być może zmotywuje Was to do realizowania swoich marzenia i czerpania z tego radości. 


Żyje się tylko raz, ale jeśli żyjesz dobrze, ten raz wystarczy.

Mae West

Z okazji Dnia Pozytywnie Zakręconych sprzedaje Wam teraz solidnego kopa w tyłek i mówię: Alleluja i do przodu!


Miłego dnia :)


BĄDŹ ZE MNĄ W KONTAKCIE :)
--

royalletters1@gmail.com



wtorek, 1 sierpnia 2017

List z Watykanu!

Witajcie :) Wczoraj otrzymałem list z Watykanu, który jest odpowiedzią na mój list, w którym opisałem swoje przeżycia związane z Bierzmowaniem, a także załączyłem egzemplarz mojej książki :)

Do listu dołączone jest zdjęcie Papieża wraz z jego podpisem. Czekałem chyba mniej niż 2 tygodnie :)


Adres:

 Sua Santità Santo Padre Francesco
00120 Città del Vaticano


Miłego dnia ;) 

sobota, 29 lipca 2017

Najbardziej niesamowity wizerunek najpotężniejszej królowej

Źródło [TUTAJ]
 Witajcie :) Nabieram weny do pisania :)  Dzisiaj zajmiemy się pewną królową, chyba najpopularniejszą na świecie. Jednakże wiele osób często o tym zapomina.  Nim jednak zaczniemy muszę napisać pewną bardzo ważną rzecz...


,,Tym postem nie mam zamiaru na siłę Was do niczego przekonywać. Szanuję poglądy innych, po prostu czuję wewnętrzną potrzebę napisania go i podzielenia się z Wami zawartą tu treścią ;) ''

Kim jest Maryja to chyba nie muszę nikomu tłumaczyć. Znają Ją praktycznie wszyscy- ateiści, a także ludzie większości wyznań. Dzisiaj zajmiemy się najpiękniejszym- moim zdaniem- Jej wizerunkiem. A dlaczego? Zaraz wyjaśnię. Bo cóż niezwykłego może w nim być na pierwszy rzut oka? 

Musimy najpierw jednak przyjrzeć się genezie tego obrazu, a żeby to zrobić, musimy cofnąć się ponad 5 wieków wstecz


 Morenita z Tepeyac


Pierwsza z wizji miała miejsce 9 grudnia 1531r. Odbiorcą objawień na wzgórzu Tepeyac był prosty Juan Diego- ochrzczony kilka lat wcześniej Aztek. Maryja przemawiała do niego w miejscowym narzeczu nahuatl. Poleciła, aby udał się do miejscowego biskupa i przekazał, by wybudowano tu świątynię. Tak też zrobił, ale biskup mu nie uwierzył. Następnym razem Maryja ponowiła swą prośbę. Biskup Zumarraga zażądał dowodu. Wizjoner widział Maryję jeszcze dwukrotnie, a potem otrzymał polecenie zjawienia się na miejscu spotkań, gdzie miał otrzymać znak dla biskupa. Nie pojawił się jednak w wyznaczony dzień z powodu choroby wuja. W drodze po kapłana, który miałby wujowi udzielić ostatniego namaszczenia napotkał swoją Panią, który wyjaśniła mu, że chory wkrótce wyzdrowieje. Tak też się stało. Później ów wuj wspominał, że nawiedziła go Panienka imieniem Guadalupe. Imię to może nawiązywać do słowa w narzeczu nahuatl  coatlaxopueh, które oznacza osobę depczącą głowę węża. Pani poleciła  natomiast, by Juan Diego udał się na wzgórze (a należy wspomnieć, że była wtedy zima) i zerwał róże, które tam rosły. Kiedy przyniósł je Najświętszej Panience, Ona własnoręcznie ułożyła je w jego tilmie. Poleciła zanieść je do biskupa. Tam po odsłonięciu płaszcza, miał ukazać się cudowny wizerunek Matki Bożej. Biskup uwierzył w słowa Indianina. Dziś w miejscu objawień znajduje się sławne sanktuarium maryjne. Juan Diego umarł w 1548r., a w 2002r. został kanonizowany.

Maryja z Guadalupe została nazwana morenitą. Słowo to pochodzi od hiszpańskiego morenito, które to słowo oznaczabrązowy. Maryja bowiem przedstawiona jest na ów wizerunku jako kobieta o ciemniejszej karnacji.


Co takiego niezwykłego jest w tym wizerunku?


Jednakże obraz Maryi przedstawiony jako znak dla bp. Zumarragi nie jest taki zwyczajny. Najpierw przyjrzyjmy się jego symbolice.  Symbolika obrazu znajduje odniesienie w kulturze azteckiej. Turkusowy płaszcz symbolizuje władzę. Pani z Tepeyac jest więc królową, ale nie boginą, gdyż poprzez złożone ręce uznaje zwierzchnictwo kogoś wyższego. Gwiazdy na płaszczu odpowiadają tym widzianym na niebie 12 grudnia 1531r. (w ostatnim dniu objawień) widzianych jednak nie z perspektywy ziemskiej, ale niebiańskiej. Na szatach Maryi widzimy kwiaty, szczególną uwagę jednak zwraca jaśmin umieszczony w okolicach łona, który to u Azteków oznaczał doskonałość. Szarfa zaś, którą Panienka jest przepasana symbolizuje stan błogosławiony. Rozpuszczone włosy symbolizują zaś dziewictwo. Wąż pod stopami Niewiasty nawiązuje do azteckiego boga, któremu składano ofiary z ludzi. Teraz należy zaś przytoczyć słowa Maryi wypowiedziane w miejscu objawień: Jestem Maryja, zawsze Dziewica, Matka Prawdziwego Boga. Pasuje jak ulał, prawda? :)  


Materiał, na którym wykonany jest obraz jest bardzo nietrwały. Nie przetrwałby dłużej niż kilkadziesiąt lat, a tymczasem minęło już kilka wieków. Tilma Juana Diego nie zawiera także śladów przygotowania malarskiego, tj. podkładu itp. Nie widać też śladów pędzla. Do tej pory nie ustalono także jakiego pochodzenia są barwniki zawarte w obrazie, a kolory zmieniają się w zależności od perspektywy jaką spoglądamy na obraz.

Czyż to nie jest niesamowite? :) Spójrzcie na oczy Maryi- są takie żywe. Mało tego- przy dwuipółtysiąckrotnym powiększeniu zdolni jesteśmy zobaczyć obraz kilkunastu osób zawarty w oczach Matki Bożej, widziany tak jakby z Jej perspektywy. Po badaniu oftanoskopem oświadczono, że oczy Maryi na obrazie posiadają refleks jak u żywej osoby. Niesamowite, prawda? :) Wątpię, by udało się jakiemukolwiek człowiekowi stworzyć coś takiego.

Czy obraz ten dalej jest taki zwyczajny? ;) Myślę, że  teraz warto przytoczyć ten cytat:

 ,, Potem wielki znak się ukazał na niebie: Niewiasta obleczona w słońce i księżyc pod jej stopami, a na jej głowie wieniec z gwiazd dwunastu.''

Ap 12,1 


***



Pragnę podzielić się z Wami jeszcze jednym niesamowitym zdarzeniem, które miało miejsce krótko po moim bierzmowaniu 15 czerwca br. Krótko po namaszczeniu mojego czoła Krzyżmem Świętym doznałem cudownego uczucia, które mógłbym chyba porównać do przytulenia. To było takie cudowne.  Czułem, że Ktoś bardzo mnie kocha. Ja także chciałem kochać. Świat wydawał mi się piękniejszy, a gdy słyszałem, jak ktoś przeklina albo obgaduje odczuwałem coś w rodzaju zawodu. Czułem niesamowite ciepło i byłem szczęśliwy. Czułem się jak dziecko, nawet było mi trochę wstyd, ale to uczucie było cudowne.  Straciłem ochotę na podejmowanie grzesznych czynów, a w nocy zacząłem szaleć z radości i wtedy przyszło mi chyba na myśl, że wszystko będzie dobrze (bo jak wiecie, obecnie dochodzę do siebie po operacji) :) To uczucie trwało około półtora dnia. Byłem pozytywnie przytłoczony tym wszystkim, co Duch Święty robi dla nas. Czułem, że mogę przenosić góry, ale, że jestem jednocześnie bezradnym dzieckiem :) Chwała Panu Bogu!


Miłego dnia :) 

czwartek, 27 lipca 2017

Opowieść o Kopciuszku

Pixaby/Kopciuszek

Dawno, dawno temu, gdzieś w odległym królestwie żyła sobie pewna dziewczynka. Miała na imię Joanna i przyszła na świat w pewnej ubogiej rodzinie. Jej matka była służącą w domu wielkiego króla, zwanego Królem Cynku. Miał on w posiadaniu wiele majątków ziemskich i był bardzo bogaty. Po śmierci ojca dziewczynki, jej matka zaniedbała jej wychowanie, a dziewczynką zajęła się jedna z członkiń służby w domu wielkiego króla. A ów bogacz nie mógł mieć dzieci, cechował się też odpychającym wyglądem. Jedynie panienka Joanna nie obawiała się władcy, toteż szybko zdobyła jego serce.


Niestety, nawet w baśniach muszą nadejść smutne chwile. Król Cynku zmarł, pozostawiając po sobie ogromny majątek, na który głównie składały się kopalnie. W obawie przed przepuszczeniem ów majątku przez krewnych, do których nie miał zaufania, prawie całość swoich bogactw przekazał ubogiej dziewczynce Joannie, która wówczas liczyła sobie jedynie sześć wiosen. Tak oto uboga dziewczynka stała się spadkobierczynią jednego z najbogatszych władców w owym królestwie. Oczywiście musiała ona skonfrontować się z wieloma przeciwnościami, ale ostatecznie to jej w udziale przypadła największa część bogactwa po brzydkim Królu Cynku. Z ubogiej dziewczynki stała się zamożną panienką. 

Po wielu latach wierny doradca brzydkiego króla wystarał się u króla państwa sąsiedniego o nobilitację szesnastoletniej Joanny i tak oto córka służącej zyskała herb szlachecki.

I jak w bajkach przystało, także i tutaj Joanna napotkała swojego księcia- a właściwie   hrabiego, potomka jednego z najznamienitszych rodów owego królestwa- w którym zakochała się z wzajemnością. Było wspaniale. Małżeństwo żyło w okazałym pałacu i doczekało się czwórki dzieci, które później zawiązały związki małżeńskie z innymi szlachetnie urodzonymi głowami. Żyli tak długo i szczęśliwie aż do śmierci :)

***

Brzmi znajomo, nieprawdaż? Któż nie zna bajki o Kopciuszku. A gdybym tak powiedział, że historia, którą powyżej przytoczyłem wydarzyła się naprawdę, i to z górnośląskim akcentem?! Bo to prawda, ja tylko zmieniłem nieco tę historię, nadając jej trochę baśniowy charakter. Być może słyszeliście o tej historii. Jeśli zaś nie, to teraz jest ten moment, kiedy włączamy Google i wklepujemy frazę: ''Joanna Schaffgotsch''. No już! ;) 


Miłego dnia ;)

wtorek, 25 lipca 2017

CZY WARTO (OCZYWIŚCIE, ŻE TAK) I JAK SPEŁNIAĆ MARZENIA? :))))

Witajcie :) Książęca rodzinka opuściła już Polskę. Ja nie miałem możliwości uczestniczyć w obchodach tej wizyt ani w Gdańsku, ani w Warszawie, ale gratuluję naszym koleżankom ''po fachu''- Zuzie i Julii, że udało im się spełnić marzenie o spotkaniu rodzinki z Cambridge :) Wiem jak to jest, kiedy marzenie się urzeczywistnia. Gratuluję Wam z całego serca. Oglądałem też wywiad w Pytaniu na Śniadanie :) 
Pixabay/Marzenie


Chyba mogę się zgodzić z tym, że rok 2017 jest sukcesem polskiej dyplomacji. Nie dość, że przyjęliśmy tutaj Donalda Trumpa (uwielbiam scenę, w której Pierwsza Dama rzekomo strollowała Pana Prezydenta Trumpa- mistrzostwo :D ), to jeszcze rodzina książęca wreszcie odwiedziła nasz kraj :) Teraz chciałbym zobaczyć ponownie Królową Elżbietę u nas :D Jeśliby się udało, chciałbym jakoś bardziej przyłożyć się ze strony bloggerskiej do tego zdarzenia :) Aczkolwiek chyba jest małe prawdopodobieństwo co do tego, by Jej Wysokość przyleciała do Polski.


A jak tam Wasze odczucia w związku z królewską wizytą? Opowiadajcie :)


Wielu z Was spełniło ostatnio swoje marzenie, uczestnicząc właśnie w obchodach tej wizyty. Może więc zajmiemy się dzisiaj tematyką marzeń? W przeciągu ostatnich (nieprzyjemnych dla mnie miesięcy)  udało mi się ich spełnić całkiem sporo i chciałbym się tym teraz z Wami podzielić :) 

***

8 sierpnia 2016r. przeszedłem operację, o której pisałem tutaj już nieraz. Był to ciężki dla mnie okres. Nabawiłem się przez to chyba nawet lekkiej depresji- nie miałem ochoty na nic, co niestety odbiło się na blogu. Nawet nie wiecie, jak czasami chciałem napisać coś sensownego, ale po prostu nie potrafiłem. Jeszcze sporo czasu zajmie, abym mógł wrócić do formy sprzed operacji.  Prawie trzy tygodnie wcześniej dowiedziałem się, że moje największe marzenie będzie miało szansę się spełnić, a było nim wydanie książki :) Dzisiaj książka ta jest już dostępna :D To dopiero był początek :)

Żeby tego mało, potem moje koleżanki dzwoniły do menagera mojego ulubionego wokalisty (którego notabene bardzo chciałbym spotkać, ale do tego też przejdę), aby załatwić mi jego autograf. Nie udało się, ale była przy tym niezła zabawa. Pisałem o tym [TUTAJ]. Udało mi się ten autograf zdobyć w nieco inny sposób (na kubku :D). O tym pisałem [TUTAJ].  Wspominałem o tym, że bardzo chciałbym się nim spotkać. Otóż wziąłem udział w jednym z konkursów, w którym można wygrać koncert ulubionego wykonawcy na własnej domówce. Kilka osób, czytając moje zgłoszenie, powiedziało, że mam spore szanse :) Nie mogę się doczekać, kiedy dowiem się, jaki jest wynik ostatniej edycji. 

Poza tym wiele swoich marzeń spełniłem jeszcze w dzieciństwie- publikowałem artykuły w gazecie i zaliczyłem swój debiut filmowy :D Jestem naprawdę zaskoczony tym, ile moich marzeń udało mi się spełnić. Jestem za to bardzo wdzięczny. Mam jeszcze wiele marzeń w zanadrzu, jak np. pójście na studia czy stworzenie własnego serialu telewizyjnego. Wierzę, że sprytem uda mi się tego dokonać.

Dopiero teraz, kiedy tak oglądałem disneyowską animację Kopciuszka lub tę filmową z Lily James (którą to wersję uwielbiam) i opierając się na własnym doświadczeniu na przestrzeni ostatnich miesięcy, zrozumiałem jaki jest prawdziwy sens tej baśni oraz, że warto marzyć, bo marzenia potrafią nadać naszemu życiu wielu nowych kolorów. Pisząc te słowa, wsłuchuję się właśnie w piosenki z filmu Kopciuszek z Lily James i Cate Blanchett :) Polecam Wam ten film :) Uwielbiam piosenkę A Dream is a Wish Your Heart Makes.

A jaki jest mój sekret? Po prostu robię tyle, ile mogę, a resztę staram się zaufać Bogu, że się uda. Staram się ufać jak dziecko. Jeśli się nie uda, to trudno, widocznie tak miało być, ale i tak udało mi się osiągnąć naprawdę wiele. 

Nie bójcie się marzyć! Życzę Wam, abyście spełnili swe najskrytsze marzenia.

Miłego dnia ;)